Jeszcze kilkanaście lat temu meble z mieszkania dziadków lądowały na śmietnikach albo niszczały w wilgotnych piwnicach. Meblościanki na wysoki połysk, kanciaste fotele na cienkich nóżkach czy niskie ławy uznawano za smutną pamiątkę po szarym okresie, o którym wszyscy woleli jak najszybciej zapomnieć. Dzisiaj sytuacja wywróciła się do góry nogami. Te same przedmioty osiągają na aukcjach internetowych zawrotne ceny, a fani dobrego wzornictwa polują na nie na targach staroci i portalach ogłoszeniowych. Dlaczego tak się stało? Odpowiedź kryje się w absolutnym zachwycie, jaki od kilku sezonów budzi styl mid century modern.
Gdy patrzymy na projekty z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, uderza w nich genialne wyczucie proporcji, lekkość formy oraz niezwykła funkcjonalność. Co ciekawe, polscy projektanci tamtej epoki, pracujący w warunkach ciągłych braków materiałowych, tworzyli rzeczy absolutnie światowej klasy. Dzisiaj z wielką łatwością zestawiamy je ze współczesnym minimalizmem, surowym betonem czy nowoczesnym oświetleniem.
Często pojawia się pytanie, czym właściwie różni się polski design z czasów PRL od zachodniego mid-century modern. Na Zachodzie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Skandynawii, projektanci mieli nieograniczony dostęp do szlachetnych gatunków drewna, takich jak teak czy palisander, a także do nowoczesnych tworzyw sztucznych czy giętej sklejki najwyższej jakości. W Polsce twórcy musieli radzić sobie z tym, co było pod ręką: rodzimym bukiem, sosną, prostą sklejką i grubą warstwą lakieru poliestrowego. Mimo tych ograniczeń formy powstałe w Warszawie, Poznaniu czy Łodzi zachowały tę samą lekkość i ergonomię, co ikonki tworzone przez Charlesa i Ray Eamesów czy Arne Jacobsena.
Skąd wziął się styl mid century modern i dlaczego znowu go kochamy?
Ten kierunek we wnętrzarstwie narodził się w połowie XX wieku jako odpowiedź na potrzebę wygodnego, ale niedrogiego i funkcjonalnego urządzania domów po II wojnie światowej. Ludzie masowo przeprowadzali się do mniejszych mieszkań w miastach, więc ciężkie, rzeźbione meble z dwudziestolecia międzywojennego przestały mieć jakikolwiek sens. Trzeba było zaprojektować coś nowego: meble lekkie optycznie, uniwersalne, łatwe do przestawiania i produkcyjne w masowej skali.
Charakterystyczną cechą tego kierunku stały się smukłe, zwężające się ku dołowi nóżki (nazywane popularnie patyczkami), obłe kształty, organiczne linie oraz całkowita rezygnacja z zbędnych zdobień. Mebel miał służyć człowiekowi, zachwycać ergonomią i nie przytłaczać niewielkiego pokoju.
Współcześnie wracamy do tego nurtu z kilku powracających powodów. Po pierwsze, mamy dość powtarzalnych produktów z sieciówek i nietrwałych mebli z płyty wiórowej, które po kilku latach użytkowania nadają się wyłącznie do wymiany. Meble z lat sześćdziesiątych tworzono z litego drewna i solidnej sklejki. Przetrwały pół wieku i po lekkim odświeżeniu bez problemu przetrwają kolejne pięćdziesiąt lat. Po drugie, chodzi o ekologię. Wykorzystanie czegoś, co już zostało wyprodukowane i potrzebuje jedynie nowej tapicerki, to najbardziej świadomy wybór wnętrzarski, jakiego możemy dokonać.
Ikony polskiego designu z lat 60., które skradną twoje serce
Kiedy myślimy o meblach z PRL w kontekście stylistyki mid-century, na pierwszy plan wysuwa się klasyka gatunku: fotel typ 366 zaprojektowany przez Józefa Chierowskiego w 1962 roku. To prawdziwy fenomen polskiego wzornictwa. Ze względu na prostą konstrukcję i niewielkie gabaryty produkowano go w milionach egzemplarzy. Pasował do mikrusich salonów w blokach z wielkiej płyty, a dziś idealnie odnajduje się w nowoczesnych loftach i przestronnych apartamentach.
Kolejnym hitem jest fotel typ 300-190, powszechnie znany jako "Lisek" od nazwiska projektanta Henryka Lisa. Ma nieco bardziej kanciaste podłokietniki niż model Chierowskiego, ale równie genialne proporcje. Nie można też zapomnieć o komodach nazywanych "jamnikami" ze względu na swoją długą, niską sylwetkę, a także o słynnych krzesłach zaprojektowanych przez Rajmunda Teofila Hałasa.
Wielu inwestorów planujących zakup vintage mebli zastanawia się, czy oryginalny fotel Chierowskiego jest wygodny do codziennego użytku, na przykład do wieczornego czytania książek czy oglądania filmów. Odpowiedź zależy od budowy ciała i indywidualnych przyzwyczajeń. Fotele z tamtej epoki projektowano z myślą o prawidłowej, nieco wyprostowanej postawie, ale są one stosunkowo niskie i mają dość twarde oparcie. Jeśli szukasz mebla, w którym głęboko zapadniesz się na całe popołudnie, klasyczny Chierowski może okazać się zbyt sztywny. Natomiast jako dodatkowy fotel akcentowy do rozmów przy kawie czy laptopy sprawdza się wyśmienicie i nie obciąża kręgosłupa.
Projektanci tamtej ery perfekcyjnie łączyli naturalne drewno z tkaninami o wyrazistej fakturze. Dziś wystarczy wymienić starą, wyblakłą tapicerkę na nowoczesny welur w kolorze głębokiego szmaragdu, musztardy czy palonej terakoty, aby wysłużony mebel stał się główną gwiazdą nowoczesnego salonu.
Jak bezbłędnie wprowadzić styl mid century modern do nowoczesnej aranżacji?
Największy błąd, jaki można popełnić przy urządzaniu wnętrza inspirującego się latami sześćdziesiątymi, to przeładowanie. Jeśli wstawisz do pokoju meblościankę z połyskiem, komplet foteli, stolik patyczak i wzorzysty dywan z tamtych lat, nie uzyskasz modnego wnętrza. Stworzysz po prostu skansen albo izbę pamięci.
Sztuka polega na kontrastach i zachowaniu umiaru. Styl mid century modern najbardziej zyskuje wtedy, gdy sąsiaduje z elementami ze zupełnie innej bajki. Zastanawiasz się pewnie, ile mebli vintage postawić w salonie, żeby nie przesadzić z klimatem retro. Złota zasada doświadczonych architektów wnętrz mówi o zasadzie dwóch lub trzech mocnych akcentów. W zupełności wystarczy jedna odrestaurowana komoda jamnik ustawiona pod ścianą z telewizorem oraz wyrazisty fotel obok prostej, nowoczesnej sofy o neutralnej barwie.
Oto jak budować takie zestawienia krok po kroku:
- Zadbaj o neutralne tło. Jasne ściany w odcieniach bieli, złamanej bieli, delikatnej szarości lub ciepłego beżu stanowią doskonałą bazę. Na ich tle ciepłe tonacje drewna bukowego, orzechowego czy tekowego prezentują się wyjątkowo szlachetnie.
- Postaw na kontrasty materiałowe. Ciepłe drewno vintage świetnie wygląda na tle surowego betonu architektonicznego, gładkiego mikrocementu, odsłoniętej czerwonej cegły lub obok nowoczesnych, szklanych i metalowych stolików.
- Zmieszaj stylistyki podłóg. Stary dębowy parkiet układany w klasyczną jodełkę to absolutny ideał, ale równie dobrze sprawdzi się nowoczesna podłoga z żywicy epoksydowej lub wielkoformatowych płytek imitujących kamień.
- Ożyw całość tkaninami. Wybierz mięsiste plecionki, puszyste tkaniny typu bouclé (baranek) albo gładkie welury. W latach sześćdziesiątych królowały kolory ziemi połączone z wyrazistymi akcentami: musztardowym żółciem, oliwkową zielenią, palonym oranżem i głębokim kobaltem.
Jeśli posiadasz starą meblościankę, nie musisz wyrzucać jej w całości. Często składała się ona z modułów, które po rozmontowaniu funkcjonują jako świetne, samodzielne meble. Niska szafka rtv na dokręconych skośnych nóżkach z drewna stworzy nowoczesny mebel o niepowtarzalnym charakterze.
Odnawianie staroci czy zakup gotowego mebla: co wybrać?
To stały dylemat każdego, kto zaczyna przygodę z meblami z drugiej ręki. Czy opłaca się szukać zniszczonego egzemplarza na targu staroci i oddawać go do specjalistycznej renowacji, czy lepiej kupić mebel już odnowiony albo zainwestować w nową stylizowaną replikę?
Osoby zaczynające przygodę z meblarstwem vintage często pytają, jak rozpoznać, czy stary mebel z PRL nadaje się do renowacji. Kluczem do sukcesu jest stan konstrukcji drewnianej. Jeśli drewno nie jest zaatakowane przez kołatki (poznasz to po małych dziurkach i wysypującym się drobnym mączku) oraz nie ma poważnych pęknięć w elementach nośnych, mebel bez problemu da się uratować. Luźne połączenia stolarskie to żaden problem, wystarczy je rozebrać, wyczyścić ze starego kleju i skleić na nowo. Gorzej, jeśli uszkodzony jest fornir na dużych powierzchniach płaskich. Naprawa ubytków w fornirze wymaga sporych umiejętności, dopasowania usłojenia i specjalistycznych narzędzi.
Jeśli masz odrobinę zacięcia do prac ręcznych i cierpliwości, prosty stolik kawowy, szafkę nocną czy krzesło możesz odnowić samodzielnie w garażu lub na balkonie. Szlifowanie starego lakieru papierem ściernym, nakładanie oleju twardego lub wosku do drewna daje ogromną satysfakcję.
Jednak w przypadku foteli tapicerowanych warto skorzystać z pomocy doświadczonego tapicera. Wymiana starych, spęciatych pasów, kruszącej się trawy morskiej czy gąbki na nowoczesne pianki o wyższej gęstości oraz precyzyjne naciągnięcie nowej tkaniny wymaga wprawy. Zły montaż tapicerki zepsuje nawet najładniejszą formę.
Z drugiej strony na rynku pojawia się coraz więcej doskonałych reedycji. Polskie i zagraniczne marki produkcyjne wykupują prawa do kultowych projektów z lat sześćdziesiątych i produkują je od nowa. Wykorzystują oryginalne plany, ale łączą je ze współczesnymi, bardziej komfortowymi materiałami wypełnieniowymi. To świetna opcja dla osób, które cenią doskonałą formę, ale nie mają czasu na wielotygodniowe poszukiwania i remonty starych mebli.
Oświetlenie, ceramika i rośliny: detale, które budują klimat
Meble stanowią solidną bazę, ale to dodatki nadają salonowi indywidualny charakter. W latach sześćdziesiątych ogromną rolę odgrywało światło. Urządzając wnętrze, szukaj lamp o czystych, geometrycznych kształtach. Doskonale sprawdzą się tak zwane lampy-grzybki ze szkła lub lakierowanego metalu, a także ikoniczne lampy podłogowe na długim, wygiętym ramieniu, które świetnie oświetlają kącik czytelniczy z fotelem.
Nie można zapomnieć o ceramice i szkle, w których polscy projektanci odnosili spektakularne sukcesy na skalę europejską. Prasowane szkło z huty Ząbkowice, ceramika z Łysej Góry czy słynne pikasiaki (wazony, talerze i figurki o nieregularnych, abstrakcyjnych kształtach z Ćmielowa) to dziś niezwykle poszukiwane obiekty kolekcjonerskie. Wystawienie dwóch lub trzech takich perełek na komodzie typu jamnik natychmiast przyciąga wzrok i nadaje całemu wnętrzu autentyczności.
Dopełnieniem całości są rośliny doniczkowe. W latach sześćdziesiątych w polskich domach królowały konkretne gatunki, które idealnie pasują do dzisiejszych trendów urban jungle. Jeśli chcesz dopracować aranżację salonu w każdym detalu, postaw na duże monstery dziurawiowe, bujne paprocie, figowce sprężyste oraz sansewierie. Zielone, mięsiste liście wyśmienicie komponują się z ciepłym odcieniem odrestaurowanego drewna bukowego i orzechowego.
Ponadczasowy styl, który nie boi się upływu czasu
Nurt mid-century modern nie jest chwilową kapryśną zachcianką projektantów wnętrz. To wzornictwo, które przeszło najcięższy możliwy test, czyli próbę czasu. Przemyślane proporcje, absolutna ergonomia i szacunek dla naturalnych surowców sprawiają, że meble sprzed pół wieku bez najmniejszego trudu odnajdują się w domach urządzonych według najnowszych trendów.
Łączenie przedmiotów z bogatą historią z nowoczesnymi, minimalistycznymi rozwiązaniami pozwala stworzyć wnętrze unikalne, niepowtarzalne i pełne ciepła. Takie, które nie wygląda jak bezduszny kadr wyjęty wprost z katalogu sklepowego. Wystarczy jeden dopracowany mebel z PRL, ciekawa lampa i odpowiednio dobrana kolorystyka, by dodać salonowi wyjątkowej duszy.
Czy w Twoim domu lub u rodziny kryją się stare meble, które czekają na swoją drugą szansę? A może wolisz szukać gotowych, odrestaurowanych perełek? Przejrzyj nasze inspiracje i zobacz, jak w prosty sposób połączyć klasyczne wzornictwo z nowoczesną wygodą.